Paser


Paser – największy wróg a zarazem przyjaciel złodzieja.
Paser był najczęściej na usługach policji i tajniaków. Bez skrupułów wydawał blatnych w ręce stróżów prawa. Cena jaką paser oferował za znoszone do niego towary była niewspółmiernie niska do ich wartości. Złodzieje nie mieli wielkiego wyboru. Blatowali paserów co dawało im względne poczucie bezpieczeństwa. W melinach paserów upłynniali łup, pili, bawili się oraz dokonywali krwawych dintojr.
(fot. Artur Gałka)

Fartownik niczym dybuk…

Da wstrieczi – do zobaczenia (rus.)
Der tate alejn gejt ojch tancn – mój tata też idzie tańczyć (jidysz)
Di beste schojres – najlepszy towar (hebr.)
Dieńgi – pieniądze (rus.)
Dokończ bibkę i komaruj – skończ zabawę i idź spać (gwara)
Dolator – poszkodowany podczas kradzieży (gwara)
Dolina – kieszeń (gwara)
Drefnić/zdrefnić – przestraszyć się (gwara)
Drynda – dorożka (gwara)
Dulec – papieros (gwara)
Dybuk – zły duch (jidysz)
Dyndawka – szubienica (gwara)
Dyrki – nogi (gwara)
Dzieliworek – dorożkarz (gwara)
Ehrenwort – słowo honoru (niem.)
Fanga w kluke – uderzenie w nos (gwara)
Farmazon – rodzaj kradzieży (gwara)
Farmazona wstawić – oszukać (gwara)
Fartownik – złodziej (gwara)
Faworyty – bokobrody
Filong – część drzwi (gwara)
Flepy – dokumenty (gwara)
Fluar – rodzaj krawatu
Forszus – zaliczka (gwara)
Frymarczyć – targować (gwara)

Sceny z życia farmazona


Fałszywe błyskotki, lipny towar. Wszystko to okraszone gładką gadką. Tak właśnie zarabia farmazon.

Farmazon


Farmazon – profesja nie do końca blatna.

Farmazon nie był typowym, w rozumieniu blatnych złodziejem. Nie kradł z mieszkań, wozów czy sklepów. Zajmował się „trajlowaniem„ frajera. Farmazon wybierał swe ofiary na targach, ulicach miast, szukał okazji w knajpach, dworcach oraz innych ludnych miejscach. Działał na dwa sposoby. Najpopularniejszą metodą pracy farmazona była ”przewałka”. Oszust oferował dolatorowi towar po okazyjnej cenie. Był to najczęściej niewielki pakunek. Gdy cena za fant została ustalona, „spłoszony” farmazon chował towar pod kurtkę czy marynarkę, tłumacząc to obecnością policji bądź tajnego agenta. Po krótkiej chwili uspokajał się i podawał klientowi identyczna, tym razem lipną paczkę, którą miał przygotowaną pod kapotą. Innym rodzajem farmazonki było wciskanie przygodnym kupcom lipnej biżuterii i precjozów.
(fot. Artur Gałka)